Uproszczenie systemu emerytalnego, wprowadzenie dodatku wdowiego, zmiany w administracji systemu ubezpieczeń społecznych, likwidacja „głodowych emerytur”, dywersyfikację portfela oszczędności, zerwanie z mitem bezpiecznego oszczędzania, wprowadzenie szerokiej edukacji ekonomicznej – będą rekomendować eksperci i uczestnicy debat w Senacie poświęconych reformie systemu świadczeń społecznych.


Zakończony 12 bm. w Senacie cykl debat zainicjowała senator Agnieszka Kołacz-Leszczyńska i poseł Joanna Frydrych.

Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP, mówił, że system emerytalno-podatkowy powinien zostać uproszczony, a jego zmiany powinny być ewolucyjne , a nie rewolucyjne.  Wrócił do swojej własnej koncepcji „jednolitej daniny”, twierdząc, że warunkiem uproszczenia systemu jest ujednolicenie baz podatkowo-składkowych.  Jego zdaniem, reforma systemu jest potrzebna, powinna się jednak opierać w zasadniczym stopniu na dialogu z partnerami społecznymi. Paweł Wojciechowski przewiduje, że wraz z wprowadzaniem rozwiązań Polskiego Ładu  wzrośnie opresyjność aparatu skarbowego, ponieważ będzie miał więcej informacji z różnych źródeł, a zatrzymanie postepowań będzie o wiele bardziej skomplikowane.

Prezes Instytutu Emerytalnego dr Antonii Kolek przedstawił rekomendacje, które mają na celu rozwiązywanie realnych problemów polskich emerytów w odniesieniu do wyzwań demograficznych. W ocenie eksperta  sytuacja gospodarstw emeryckich w przypadku śmierci jednego z małżonków znacząco się pogarsza, bo zostaje jedno świadczenie, a koszty życia pozostają na podobnym poziomie. Odpowiedzią na to zagrożenie może być dodatek wdowi. Takie rozwiązanie, zdaniem prezesa Kolka,  funkcjonuje w wielu krajach i rozwiązuje faktyczny problem społeczny. Podkreślił, że dodatek wdowi ma uzasadnienie w systemie emerytalnym, bo przecież emeryt, który umiera płacił składki i gdyby żył pobierałby emeryturę, a więc nie jest to rozwiązanie bonusowe, tylko forma rekompensaty udzielanej przez państwo.

Dr Kolek mówił, że kolejna rekomendacja dotyczy zmiany w administracji systemu ubezpieczeń społecznych, co powinno doprowadzić do zmniejszenia wydatków. Podkreślił, że w przyszłym roku  na administrowanie systemem ubezpieczeń społecznych wydamy   ponad 6 mld zł. Wskazał, że można wyprowadzić z centrów wielkich miast pracowników i to wpłynie na zmianę stawek za ich pracę, pozwoli uniknąć rywalizacji w zatrudnianiu informatyków, lekarzy orzeczników; w miastach  pozostawić centra obsługi klienta, a biura i administrację rozproszyć po kraju.

Następna rekomendacja dotyczy likwidacji tzw. emerytur głodowych. Zdaniem dr Kolka należałoby stworzyć coś w rodzaju filara zerowego ubezpieczeń społecznych, czyli zapewnienia każdemu obywatelowi minimum egzystencji, niezależnie od tego, czy pracował, czy nie pracował, czy opłacał, czy nie opłacał składki. Podkreślił, że już dziś założenia tego filaru są realizowane m.in. przez pomoc społeczną, jednak są one mało efektywnie.

Andrzej Domański z Instytutu Obywatelskiego mówił o inwestowaniu oszczędności w kontekście wyzwań demograficznych. Przypomniał, że społeczeństwo polskie jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw i w roku 2060 liczba Polaków  w wieku produkcyjnym spadnie o 1/3.  „Równolegle będziemy mieć do czynienia z rosnącą liczbą seniorów, którzy będą pobierać emerytury” - wskazywał. Na razie relacja osób powyżej 65 roku życia do osób w wieku produkcyjnym jest poniżej średniej OECD.  Andrzej Domański podkreślił, że  w ciągu 5 lat stopa zastąpienia (proc. zarobków otrzymywanych w formie emerytury) obniżyła się o 8 punktów proc., w 2060 stopa zastąpienia wyniesie 23 proc., jednocześnie wskazał, że według badania Banku Światowego, żeby utrzymać poziom życia po przejściu na emeryturę ta stopa musi wynosić – 75 proc.  Zdaniem eksperta to potężne wyzwanie. Powiedział, że w związku z tym należy skończyć z mitem  bezpiecznego oszczędzania. Jego zdaniem obecnie bezpiecznie na naszą emeryturę nie sposób odłożyć. Np. obligacje w Niemczech mają ujemne oprocentowanie – czyli za 10 lat oszczędzający wyjmie mniej pieniędzy niż zainwestował. W Polsce inflacja dochodzi do 6 proc. i inwestując bezpiecznie trudno tej inflacji sprostać. Według A. Domańskiego osoby, które nie mają dostępu do rynku muszą się liczyć z tym, że ich oszczędności tracą na wartości. Zaznaczył, że obecnie w Polsce dominują lokaty i gotówka - 73 proc. Wobec tego dominującym komponentem naszego utrzymania na emeryturze będą pieniądze z ZUS - mówił. Ekspert zalecał, by iść w stronę innych niż obligacje i depozyty oszczędności. Zarekomendował dywersyfikację portfela, większy udział instrumentów udziałowych i unikanie fałszywego bezpieczeństwa.


opublikowano: 12.10.2021
(fot. Łukasz Kamiński, Kancelaria Senatu)