Trąbili, ale nikt nie wychodził. Dzwonili, ale nikt nie odbierał. Żaluzje w oknach były opuszczone, a z mieszkania wydobywało się wycie psa. Poznaliśmy kulisy brutalnego zabójstwa Polki w Irlandii. Elżbietę P. odnalazła w jej domu przyjaciółka z synem. Byli umówieni na zakupy.

- To, co się wydarzyło, zszokowało wszystkich mieszkających w Ardee. To była porządna, lubiana kobieta - mówi Wirtualnej Polsce osoba z lokalnej społeczności. Ze względu na dobro śledztwa nie ujawniamy jej danych. Nasz rozmówca zna szczegóły z dnia, kiedy doszło do zabójstwa 57-letniej Polki, Elżbiety P.

Wtorek. Godzina 11. Przyjaciółka Elżbiety i jej syn podjeżdżają pod dom 57-latki. Zawsze, gdy jechali do dużego miasta na zakupy, zabierali ją ze sobą. A ona zawsze czekała na nich przed domem. Tego dnia nie zastali jej na podjeździe.

Zaczęli trąbić. Trwało to kilka minut. Nikt nie przychodził, więc zaniepokojeni sytuacją wyszli z samochodu. Podchodząc pod drzwi domu zauważyli, że żaluzje w oknach mieszkania są zasłonięte. Usłyszeli głośne szczekanie i wycie psa. Kilkanaście razy zadzwonili dzwonkiem do drzwi, ale nikt nie otwierał.

Przyjaciółka Elżbiety zadzwoniła do niej na komórkę. Wciąż stojąc przy drzwiach wejściowych usłyszeli dźwięk dzwonka, telefon był w mieszkaniu. Próbowali wejść do domu, ale drzwi były zamknięte. Pies szczekał coraz głośniej. Dom miał drugie wejście, od strony ogrodu. Drzwi były otwarte.

Weszli do środka. W holu było bardzo ciemno. Tam odnaleźli ciało Elżbiety. Leżała tuż przy schodach prowadzących na piętro.

- Mówili, że zaczęli uciekać. Bali się, że morderca nadal jest w domu. Przyjaciółka Elżbiety zaczęła wołać o pomoc. Syn tej kobiety pobiegł do sąsiadów. Prosił, by dzwonili po policję, bo na pogotowie już nie było sensu - mówi rozmówca WP.

Jak informowały zagraniczne media, zgłoszenie o niepokojących wydarzeniach irlandzka policja otrzymała we wtorek ok. godz. 11:30. Po przyjeździe policjanci odkryli okaleczone zwłoki kobiety. Zabezpieczyli również narzędzie zbrodni - siekierę.

Jedynym podejrzanym w sprawie morderstwa 57-latki jest jej 32-letni syn, Tomasz P.. Funkcjonariusze ustalili, że po ucieczce z miejsca zbrodni podejrzany pojechał taksówką do oddalonego o około 8 km miejsca, w okolice Drumconrath, gdzie próbował pozbyć się dowodów przestępstwa. - Aresztowaliśmy jedną osobę i nie szukamy nikogo innego - mówił w rozmowie z "The Irish Times" jeden z funkcjonariuszy prowadzących śledztwo Des McTiernan.


Wirtualna Polska


Zdjęcie: pixabay.com
Nadesłano: 12.01.2019