Natalia Maliszewska zapewniła sobie zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Świata w short tracku na dystansie 500 metrów. Polka w Turynie zajęła drugie miejsce w finale przed – co było najważniejsze – Holenderką Larą van Ruijven.

Nie krzyczałam po biegu, bo był on bardzo emocjonujący, strasznie długo trwał i mocno zmęczył. Aż cztery razy startowałyśmy. Myślę, że mogę powiedzieć, iż srebrny medal po tym biegu to podziękowanie za ciężką pracę – mówiła Maliszewska.

Finał startował aż cztery razy, bo w trzech wcześniejszych próbach zawodniczki na pierwszym wirażu się przewracały – dwa razy van Ruijven i raz Włoszka Martina Valcepina. Maliszewska, która startowała z najgorszego, zewnętrznego toru, była bardzo skupiona. Gdy wreszcie zawodniczkom udało się wystartować, Polka jechała na czwartej pozycji, zaraz za van Ruijven. Po tym, jak Polka awansowała do finału stało się jasne, że tylko Holenderka może odebrać jej Puchar Świata. By tak się nie stało, Polka musiała albo z nią wygrać, albo dojechać na czwartej pozycji pod jednym warunkiem – że van Ruijven będzie trzecia.



Holenderka walczyła jednak bardzo ambitnie, by przedłużyć swoje szanse na Puchar Świata. Przesunęła się na drugą pozycję, ale Maliszewska pomknęła za nią i jechała trzecia, przed Kanadyjką Kim Boutin. Wszystko rozstrzygnęło się przed samym finiszem. Maliszewska zaatakowała van Ruijven, wyprzedziła ją, a później jeszcze walczyła z prowadzącą w biegu Valcepiną. Ostatecznie, po sprawdzeniu fotokomórki, okazało się, że Włoszka wyprzedziła Maliszewską o dwie setne sekundy. To jednak było już bez znaczenia, bo stało się jasne, że Polka po raz pierwszy w historii sięgnęła po Puchar Świata.

Czuję wielkie wzruszenie i fajnie, że Natalia może cieszyć się ze zwycięstwa. Dzisiaj potwierdziła swoją wielką klasę i wybrnęła z wielu bardzo trudnych sytuacji. To mnie, jako trenera, bardzo cieszy. Dziś zdecydował jej silny charakter, wola walki i chęć wygrywania – komentowała trenerka polskiej reprezentacji Urszula Kamińska.



Maliszewska wielkie emocje swoim kibicom zafundowała zresztą już w półfinale. Ponieważ popełniła falstart przy powtórce musiała bardzo uważać i po pierwszym wirażu była dopiero czwarta, a chwilę później nawet piąta. Rywalki miały jednak okazję, by przekonać się na własnej skórze, jak Polska niesamowicie potrafi przyspieszać. Na jednym z wiraży Maliszewska przesunęła się na trzecią lokatę, a na ostatnim wcisnęła się jeszcze przed Amerykankę Maame Biney i zapewniła sobie miejsce w finale.

Zdobywając Puchar Świata Maliszewska zrobiła wielki krok do przodu, wchodząc do grona najlepszych zawodniczek świata i kandydatek do medalu olimpijskiego w 2022 roku w Pekinie. I pokazała, że zasługuje na wsparcie. Na razie jedynym sponsorem polskiej reprezentacji jest holenderska firma OTTO, która uwierzyła w wielki talent Maliszewskiej.

Może to jeszcze do mnie nie dochodzi, że jestem najszybsza, bo to jest coś, co się dzieje teraz. Może dopiero, jak usiądę i odetchnę, to powiem sobie: kurczaku, dobrą robotę odwaliłaś – śmiała się Maliszewska. A jak będzie świętować? – Jesteśmy we Włoszech, tu jest świetna pizza, więc może mała Margarita wleci. Chyba mi się należy, a do tego dziś jest dzień pizzy, czyli dwa święta w jednym dniu.

Niespełna godzinę po szczęśliwym finale zdobywczyni Pucharu Świata musiała jeszcze raz wyjść na lód, by pojechać w sztafecie mieszanej. Maliszewska razem z Nikolą Mazur, Pawłem Adamskim i Szymonem Wilczykiem zajęła trzecie miejsce w półfinale za Francją i Stanami Zjednoczonymi i w niedzielę pojadą w finale B. Pozostali reprezentanci Polski, którzy pokazali się w sobotę na lodowej tafli w Turynie, nie zdołali przebić się przez repasaże. Kolejną szansę będą mieli w niedzielę.

Maliszewską czeka jeszcze start na 500 metrów w niedzielę i po raz pierwszy w tym sezonie pojedzie bez presji, bo Puchar Świata ma już w rękach. Przed ostatnim startem ma na swoim koncie 45920 punktów i następną zawodniczkę wyprzedza o ponad 14 tysięcy punktów. A za zwycięstwo w finale można otrzymać tylko 10 tysięcy punktów, więc przewaga Polki jest całkowicie bezpieczna.

W niedzielę Polka zakończy udział w Pucharze Świata, a już w drugi weekend marca w Sofii walczyć będzie w Mistrzostwach Świata. Czy po złocie w Mistrzostwach Europy i złocie w Pucharze Świata zdobędzie trzeci laur? – Na pewno z takim planem tam pojedziemy. Natalia pokazuje przez cały sezon równą formę. Ona już nie jest tylko pretendentem do zdobycia medalu – mówi Kamińska.


Autor:Konrad Niedzwiedzki PZŁS

https://pzls.pl/

Przesłano: 09.02.2019