Magdalena Stysiak niespełna tydzień temu razem z koleżankami wywalczyła brązowy medal mistrzostw Europy juniorek. Na turnieju została też wyróżniona indywidualną nagrodą dla najlepszej atakującej – Do Polski wracam taka sama i to ogromne wyróżnienie nic we mnie nie zmieni - mówi atakująca Chemika Police.

PZPS.PL: Ogromny turniej jaki zakończył się mniej niż tydzień temu dostarczył wszystkim mnóstwo emocji. Z Ciebie te silne wrażenia już „uciekły” czy jeszcze w żyłach krąży adrenalina?
Emocje po mistrzostwach już opadły, choć nie ma co ukrywać, że były naprawdę duże. Ja i jeszcze jakoś w  miarę szybko ochłonęłam, bo już wieczorkiem w hotelu wiedziałam, że dopięłyśmy swego. Oczywiście czułyśmy się bardzo zmęczone, bo turniej kosztował nas wiele sił, ale było warto.
Magdalena Stysiak: Oglądałam niektóre wasze mecze w czempionacie i muszę przyznać, że półfinał z Rosją był dla mnie czymś nie z tej planety. Walka, ambicja, kontuzje – tam było wszystko i jeszcze więcej. To jedno z tych starć, które pamięta się do końca życia?
Mecz z Rosją był takim spotkaniem z którego możemy być naprawdę dumne! Przegrałyśmy w końcówce, po zaciętej walce i czułyśmy, że być może Rosjanki miały po prostu więcej szczęścia, a może zwyczajnie zagrały lepiej od nas, ale to wszystko i tak nie miało znaczenia. Wiedziałyśmy, że my jako reprezentacja Polski zagrałyśmy rewelacyjne spotkanie z którego jesteśmy dumne. Mogłyśmy przecież wyjść, dostać szybkie lanie, w którym przegrywamy trzy sety do 15 i też nie awansowałybyśmy do finału. Tymczasem my postawiłyśmy się tej potężnej Rosji, która jest przecież mistrzem Europy kadetek z tamtego roku. Dlatego jesteśmy bardzo zadowolone z poziomu jaki pokazałyśmy. Oczywiście po meczu byłyśmy bardzo smutne i naprawdę tamten dzień był po prostu „niefajny”. Na szczęście nazajutrz wszystkie przemyślałyśmy sprawę, porozmawiałyśmy z trenerem i powiedzieliśmy sobie jasno, że tak przegrana z Rosją to nie jest żadna przegrana.
Włodzimierz Sadalski, który witał was na lotnisku powiedział jasno – podziwia to, że po takim spotkaniu byłyście w stanie wyciszyć emocje i walczyć o medal.
Tak, rzeczywiście było nam bardzo ciężko podnieść się po tym pófinale, ale wiedziałyśmy, że mimo to wciąż jesteśmy w najlepszej czwórce. Dla nas tak wysokie miejsce w kategorii juniorskiej było czymś niesamowitym. Wiedziałyśmy o co gramy i co chcemy osiągnąć. Pamiętałyśmy o tym, że mamy szansę grać o medal i że z tego turnieju możemy przywieźć także coś dla Polski. I naprawdę było dla nas bardzo motywujące, że mimo tak trudnej przegranej wciąż mamy o co walczyć. Dodatkowo trener Kawka powiedział nam, że on jest spokojny o wynik, jeśli tylko wykasujemy z głowy ten mecz z Rosją i zagramy swoją siatkówkę. Nasz selekcjoner był pewny, że medal zdobędzie ta drużyna, która bardziej będzie chciała go wygrać i w konsekwencji znajdzie w sobie więcej sił na dobrą grę.
Trener Kawka powiedział trochę zakulisowo, że w ciągu dwóch miesięcy przygotowań uczyniłaś ogromny postęp. Ty również zauważasz swój rozwój?
Tak, naprawdę bardzo czuję jak wiele udało mi się poprawić w swojej grze. Wyeliminowałam minimalne błędy, których ludzie nie widzą, a które dawały o sobie znać. Mam na myśli między innymi mankamenty w prowadzeniu ręki czy w nabiegu do ataku. Te, można powiedzieć, niuanse miały naprawdę potężny wpływ na jakość mojej siatkówki. Rzeczywiście czuję, że w ciągu tych dwóch miesięcy, dzięki ciężkiej pracy, znacznie poprawiłam się jako siatkarka. Jestem z tego powodu naprawdę zadowolona i oddaję za to całe serce trenerowi Kawce, bo on zaważył te błędy i wspólnie je wyeliminowaliśmy.
Magdo, powiedz mi absolutnie szczerze ile dały wam te treningi z seniorkami? Bo wiem, że w Szczyrku miałyście okazję razem pracować.
Treningi z główną reprezentacją Polski dały nam naprawdę bardzo dużo. Wiadomo, to są dziewczyny starsze i dużo bardziej doświadczone. Dla mnie wielki autorytetem jest Malwina Smarzek, moja dobra koleżanka. Poprzez rywalizację z nią podczas wspólnych treningów bardzo dużo się nauczyłam. Grałam naprzeciwko niej i raz ja ją blokowałam, innym razem ona mnie i to było dla mnie coś niesamowitego. Czułam z jednej strony dumę, z drugiej respekt i to wszystko bardzo pomogło nam się rozwinąć. Nauczyłyśmy się naprawdę bardzo dużo, przede wszystkim walki i tego, że każda piłka jest tak samo ważna i nie można odpuszczać. Doświadczyłyśmy też, że czasami jedna akcja może zadecydować o losach całego meczu.
Trzeba to jasno powiedzieć, że do Albanii nie jechałyście w roli faworytek. Czułyście od samego początku, że możecie aż tyle „ugrać” czy raczej ta pewność siebie budowała się stopniowo?
Wiadomo były ciężkie momenty, ale poprzez swoją dobrą grę czułyśmy, że jesteśmy w formie i że jesteśmy mocnym zespołem. Nie stawiałyśmy się jednak w skórze faworytek, a naszym małym celem od samego początku było to żeby zagrać jak najlepiej mecze w grupie i awansować dalej. Jest jednak, tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i jak już udało się zrealizować jedno założenie, to chciałyśmy walczyć o jeszcze wyższe cele.
Medal mistrzostw Europy juniorek to najcenniejszy krążek jaki masz w swoim dorobku?
Tak, dla mnie jest to największe osiągnięcie w całej dotychczasowej karierze. Oczywiście, miałam też inne ważne dla mnie sukcesy jak na przykład trzecie miejsce na mistrzostwach Polski juniorek z SMSem Police czy nagrody indywidualne. Dla mnie bardzo cennym doświadczeniem jest też debiut w Młodej Lidze i to także jest ważny punkt w moim sportowym CV. Niemniej jednak ten medal z czempionatu Europy jest moim największym sukcesem.
Z Albanii wróciłaś też z indywidualną nagrodą dla najlepszej atakującej turnieju. Po pierwsze gratuluję; po drugie czym jest dla Ciebie to wyróżnienie?
Szczerze nie spodziewałam się tego, że zostanę wybrana najlepszą atakującą, chociaż wiedziałam, że prezentuję na tym czempionacie wysoki poziom gry, a jako cały zespół gramy dobrą siatkówkę. Widziałam też ile piłek dostawałam – w meczu z Rosją nasza rozgrywająca zagrała do mnie 58 razy i trochę czułam to w kościach i mięśniach. Niemniej skończyłam ponad połowę z nich, z czego się bardzo cieszę. Miałam więc jakiś obraz własnych umiejętności, ale mimo to nie przypuszczałam, że to właśnie do mnie trafi statuetka. Cieszę się bardzo z tej nagrody, ale ja do Polski wracam taka sama i ten ogromny zaszczyt nic nie zmieni w moim podejściu. Na pewno jednak będę mocniejsza i grając teraz w pierwszej „dwunastce” w Chemiku Police nie będę bała się rywalizować z dziewczynami i będę walczyła o to by mieć choć kilka okazji, by zagrać w pierwszej „szóstce”.
Jak wyglądały te dni od zdobycia brązowego medalu mistrzostw Europy juniorek do dzisiaj?
W poniedziałek przyleciałyśmy do Polski, gdzie na lotnisku zostałyśmy przywitane przez nasze rodziny, kibiców i przedstawicieli Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Otrzymałyśmy kwiaty i liczne gratulacje, co było bardzo miłe. Potem każda z nas pojechała do domu, bo dostałyśmy kilka dni wolnego. Mój urlop nie trwał jakoś bardzo długo, bo już w piątek musiałam zameldować się w Szczecinie. Dziś miałam przedsezonowe badania i pierwsze spotkanie z aktualną drużyną Chemika Police. Od poniedziałku zaczynamy treningi i wiadomo w moim przypadku jest jeszcze szkoła, bo jestem teraz w klasie maturalnej. Na szczęście mam indywidualny tok nauczania, więc nie powinno z tym być żadnego problemu. Nauczyciele rozumieją, że mam liczne wyjazdy i nie jestem w stanie uczęszczać do szkoły w normalnym trybie. Niemniej ten rok będzie dla mnie bardzo ważny!

Przypominamy, że Magdalena Stysiak jest laureatką programu Red Bull "Siatkarskie Skrzydła 2018". Realcję z przygotowań dziewczyn w Szczyrku, do cudownych dla nas ME U19 można zobaczyć tutaj: https://www.redbull.com/pl-pl/mistrzostwa-europy-juniorek-siatkowka-red-bull-skrzydla?linkId=56264874

ANNA DANILUK, 14 WRZEŚNIA 2018
źródło zdjęcia: pzps.pl